Wszawica wszechpolsko-radykalno-narodowa

2017-07-01 19:30

 

 

 

Polski raper Konrad Rosicki - pseudonim artystyczny "Stopa" - w swoim utworze pt. "Nie wybaczę" pokrzykuje:

 

"Jaka Ukraina? to przecież nie jest państwo,
zbuntowało się zdradzieckie, kozackie hultajstwo.
To polska prowincja, powinniśmy ją odbić,
kurewskie zastępy banderowców rozbić.
A jak trzeba, to wyplewić i utopić we krwi,
potomkami dumnych Sarmatów jesteśmy.
Na pale powbijać, jak Jeremi Wiśniowiecki,
ja głęboko wierzę, że jesteśmy lepsi.
Lwów od zawsze polski, teraz zagranicą,
krzyczą dusze polskich ofiar a mogiły milczą.
Wybić watahę wilczą, co napada zimą,
odbierzemy swoje a bandyci zginą.
Bredzisz o pojednaniu, bajerka konkretna,
powiedz za co umierały we Lwowie Orlęta.
Nie za taką wolność życie poświęcili,
dziś Ukraina państwem, to oni kim byli?
To nie historia przyjaźni narodów,
nie będę wybaczał, usprawiedliwiał wrogów.
Chcecie poznać powód mojej nienawiści?
skurwysyństwa dowód, to wspomnienia bliskich.
Dla mnie Ukrainiec, to potwór w ludzkiej skórze,
a niewinnych ludzi atakują tchórze.
Mordy na Polakach, zbrodnie na rodakach,
mamy im wybaczyć, o polityka taka.
To nie przepis z prasy, a przekazy świadka,
co cudem uszedł rzezi, świętej pamięci dziadka.
Jak kowalskim młotem wybili sąsiadów,
bo nieludzkie śmiecie żydziły [skąpiły] na nabój.
Język nienawiści, to ubierz w ładne słowa,
widok krwawych dziur, w rozbitych młotkiem głowach.
Tutaj moich przodków ratuje paradoks,
że akurat kwaterują u nich Niemcy na noc.
Nie mów ciężkie czasy, czy były takie lata,
to ukraiński sąsiad wybrał rolę kata.
Drutem kolczastym powiązane ciała,
płyną z nurtem rzeki, patrzy łepków [chłopców] zgraja.
Między nimi dziadek, mały jeszcze Staszek,
starszy brat tłumaczy, że to nie jest przypadek.
Bestialska masakra i trupy rodaków,
dzieło Ukraińców, z ich nocnych ataków.
Słuszną nienawiść pochowają ze mną w grobie,
nie umiem przebaczyć, przed Bogiem odpowiem.
Nie mów, że to przeszłość i że nie ma znaczenia,
z gnid wyrosną wszy, tak przez pokolenia.
Z ojca na syna, mają krew na rękach,
dopaść skurwysyna i niech zdycha w mękach.
To nie piękna ballada o bohaterskich czynach,
to o tragedii ofiar i o ich rodzinach.
Dziadku za wpojone wartości dziękuję,
przekazać potomkom te prawdy ślubuję.
Tobie na zawsze wierzę, nazwiska nie zhańbię,
powstanie mściciel, rozprawi się z Kainem.
Rozumiem to grzech, lecz biorę go na barki,
dobrzy Ukraińcy, to tylko ci martwi.
Wieczny odpoczynek dla pomordowanych,
możecie mnie zabić, nie przeproszę za nic.".

 

W tekście aż kipi nienawiścią do Ukrainy, nawołuje się w nim do mordowania narodu ukraińskiego, do utopienia go we krwi, jest to klasyczna, wręcz podręcznikowa mowa nienawiści.
W każdym normalnym państwie, autor tego tekstu byłby skazany wyrokiem sądowym za propagowanie nienawiści na tle narodowościowym. W każdym normalnym społeczeństwie, tekst ten byłby totalnie potępiony przez partie polityczne, organizacje społeczne oraz rzecz jasna przez
wszystkie wspólnoty religijne.
Ale w Polsce jest trochę inaczej, zasadniczo mamy do czynienia z potępieniem mowy nienawiści, różne organizacje i wiele osób indywidualnie wyrażało się o niej bardzo krytycznie ale mamy wyjątki przy czym wyjątki te, są niezwykle znamienne i istotne:

 

 

1. Piotr Tyma - przewodniczący Związku Ukraińców w Polsce, jesienią ubiegłego roku złożył zawiadomienie do prokuratury w Warszawie w sprawie faktu, że raper "Stopa" we wspominanym utworze nawołuje do nienawiści na tle narodowościowym.
Prokuratura wszczęła dochodzenie ale sprawa ucichła, a raper Stopa niedawno stwierdził na swojej stronie facebookowej, że został uniewinniony.
Czyżby polska prokuratura i polski sąd (jeśli do sprawy w sądzie doszło) uznały, że słowa "Stopy":

"Jaka Ukraina? to przecież nie jest państwo,
zbuntowało się zdradzieckie, kozackie hultajstwo.
To polska prowincja, powinniśmy ją odbić,
kurewskie zastępy banderowców rozbić.
A jak trzeba, to wyplewić i utopić we krwi"

są trochę prymitywnym i wulgarnym przekazem popierającym obowiązujące w Polsce już od dawna wartości europejskie*, które ostatnimi czasy tak szeroko reklamuje się w Ukrainie, jako jedynie słuszne?

* Wartości europejskie

  • - W teorii - ogólnie obowiązujące zasady etyczno-moralne w Europie.
  • - W praktyce - polityka podwójnych standardów i wykorzystywanie wartości tych na użytek własnych interesów. Terrorysta może być bohaterem według tych wartości, a bohater może być terrorystą, morderca może być bojownikiem o wolność, a bojownik o wolność może być mordercą. O tym jak i co interpretujemy, decyduje silniejszy i mający szersze wpływy. Te same działania i te same motywy działań mogą być interpretowane zupełnie na odwrót.

Hasło to często jest wykorzystywane przez Polaków podczas dyskusji i sporów z Ukraińcami na tematy historyczne, wartości te mają rzekomo zabraniać wpuszczania do Europy Ukraińców, którzy szanują Banderę, Szuchewycza, OUN-UPA. Ukraińcy mają według nich podporządkować się tym wartościom i przekreślić wartości własne, odrzucić własną pamięć historyczną, wyrzucić na śmietnik swoich bohaterów narodowych, mówiąc wprost mają sprzedać i zdradzić swoich przodków, dzięki którym Ukraina przetrwała wielowiekowe próby unicestwienia narodu i odrodziła się z początkiem lat dziewięćdziesiątych.

 

 

2. Szef sekty, której nazwa powinna brzmieć następująco: "Polski Antyukraiński Kościół Katolicki-Moskiewskiego Patriarchatu", guru Isakowicz -Zaleski stanął w obronie rapera, nie widząc w jego tekście nic złego.

Blog Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego

 

 

 

Czyżby dla sekty, którą kieruje Isakowicz słowa:

   "dobrzy Ukraińcy, to tylko ci martwi..."

były nowym przykazaniem miłości?

 

 

Dlaczego kościół katolicki w Polsce przymyka oko na szkodliwą działalność "księdza" Isakowicza?

 

 

 

 

3. Podczas posiedzenia sejmowej komisji do spraw mniejszości narodowych, Bartłomiej Stawiarski - poseł  partii rządzącej w Polsce (PiS) również nie zauważył  nic nadzwyczajnego w tekście rapera z Częstochowy:

"Proszę państwa, to muzyka, która w swoim założeniu ma jak najbardziej szokować, żeby mieć jak najwięcej odbiorców. To też nie jest wcale żaden ewenement, że jakiś tam raper śpiewa o takich czy innych rzeczach. Rap się opiera na przekleństwach, rap się opiera na szokowaniu, rap się opiera właśnie na tego typu przekazie. Jest często tworzony przez ludzi o trudnej przeszłości, o trudnej młodości. Taka to jest muzyka, więc przytaczanie tutaj takich przykładów... "

  http://sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/biuletyn.xsp?documentId=387509C85C0441D7C125802C003F89B7


Czyżby poseł partii, która na szczeblu oficjalnym deklaruje przyjaźń i strategiczne partnerstwo uważał, że słowa:

"Na pale powbijać, jak Jeremi Wiśniowiecki,
ja głęboko wierzę, że jesteśmy lepsi.
Lwów od zawsze polski"

to deklaracja przyjaźni podparta jedynie wulgaryzmami?

 

 

4. Ważna i znamienna jest również wypowiedź samego "Stopy" na temat inspiracji dla jego twórczości: 


 http://wmeritum.pl/islamisci-w-polsce-trzeba-dzialac-zanim-bedzie-za-pozno-stopa-czestochowski-raper-wywiad/105867

Takie efekty ma przynosić wychowanie w głęboko religijnej rodzinie?
Co to za religia? Czy przypadkiem nie przedwojenne tradycje polskiego szowinizmu katolicko-narodowego?

 

 

5. Na stronie "Rosyjska V kolumna w Polsce", autor dość szczegółowo opisuje wykorzystanie utworu rapera "Stopy", podczas akcji polskich narodowców

       "Rosyjska V kolumna w Polsce"


 

przeciwko ukraińskiej procesji religijnej, która odbyła się niedawno w Przemyślu.
Według autora inspiratorem i wykonawcą włączenia tej pieśni za pomocą sprzętu nagłaśniającego, w celu zagłuszania i przeszkadzania uczestnikom procesji, był młodzieniec z Przemyśla o nazwisku Dominik Wiącek, powiązany ze Związkiem Strzeleckim im. Józefa Piłsudskiego. 

 

 

 

 

 

 

 

Autor pisze między innymi:

 

 

"Liczne udostępnienia na profilu Dominika Wiącka uprawdopodabniają, że ten młodziutki człowiek jest wychowankiem przemyskiej Jednostki Strzeleckiej 2009 / 2030 w strukturach Związku Strzeleckiego „Strzelec” Józefa Piłsudskiego. Pytanie jednak, czy jest Dominik Wiącek porażką wychowawczą jednostki strzeleckiej, czy właśnie takie wychowanie tam jest na porządku dziennym. Związek Strzelecki „Strzelec” im. Józefa Piłsudskiego jest akurat tym zrzeszeniem strzeleckim, który przyjął pod skrzydło prorosyjskich nacjonalistów z krakowskiej „Falangi” i pozwolił im wziąć udział w manewrach natowskich Anakonda-16 oraz tym zrzeszeniem, do którego należy lwowska jednostka strzelecka dowodzona przez Ryszarda Vincenza..."
 

 

 

 

 

 

 

 

Tak jest - we Lwowie działa filia tejże organizacji o czym już dawno pisaliśmy.

 Czy ktoś z Polaków wyobraża sobie w Przemyślu, ukraińską organizację paramilitarną "Sokił", która nosi ukraińskie mundury i ukraińską symbolikę narodową, trenuje i podnosi swoje nawyki wojskowe, z bronią palną włącznie a jej członkowie składają przysięgę, w której mowa o nadrzędności dobra Ukrainy i wierności właśnie temu państwu, a nie państwu, którego są obywatelami - czyli Polsce?


Z przysięgi członków organizacji "Strzelec" :

„Ja ... wstępując w szeregi Związku Strzeleckiego przyrzekam i ślubuję:

Przez całe życie dobro Rzeczypospolitej Polskiej nad wszystko inne, wyższe dla mnie będzie, niepodległości jej zawsze bronić gotów będę do ostatniej kropli krwi, służyć będę Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej do ostatniego tchu, a wszystkie moje czyny i zamiary tej najwyższej służbie podporządkowane będą."

https://www.facebook.com/dobrodziejca/posts/1863111097303089

 

O powiązaniach Związku Strzeleckiego "Strzelec” im. Józefa Piłsudskiego  (do jakiego należy lwowska organizacja) ze skrajnie prawicową organizacją "Falanga", oraz prorosyjską partią "Zmiana" możemy poczytać tutaj:     Falanga i Zmiana idą do wojska. Jedna faszystowska, druga prokremlowska

       

 

 

 

                                                                     
"To nie historia przyjaźni narodów,
nie będę wybaczał, usprawiedliwiał wrogów"
 

Powyższe "wyjątki" są ściśle i bezpośrednio powiązane z omawianym utworem nienawiści rapera "Stopy".
Zastanówmy się jednak, skąd bierze się ta nienawiść w jego tekście, dlaczego nienawiścią tą przepojonych jest tysiące młodych Polaków, którzy z całego serca nienawidzą Ukraińców i państwa ukraińskiego, które jest ich sąsiadem? Czy to na pewno jest wynikiem pamięci o zbrodniach, jak twierdzi w swoim utworze Stopa? I jak wmawiają nam wszyscy ci "szlachetni" bojownicy o prawdę i pamięć?
A może tak naprawdę są inne przyczyny a pamięć (zdecydowanie wybiórcza, gdyż niemal zupełnie wymazana jeśli chodzi o własne grzechy) o tragediach, jakie faktycznie miały miejsce w naszej historii, jest tylko pretekstem, przysłowiowym "owijaniem w bawełnę"?
Aby uczciwie odpowiedzieć sobie na to pytanie, trzeba przypomnieć trochę historycznych faktów, które w Polsce są marginalizowane, ukrywane, bądź przemilczane. Trzeba przyglądnąć się również ważniejszym postaciom organizacji kresowych w Polsce, ich życiorysom, obowiązkowo należy przypomnieć również o haniebnych i zbrodniczych działaniach państwa polskiego w okresie międzywojennym. Należy wywołać w pamięci, jak budowano w przedwojennej (ale również wojennej) Polsce świadomość społeczną w kwestii ukraińskiej.

Najpierw jednak krótkie wprowadzenie.

 

"Jaka Ukraina? to przecież nie jest państwo,
zbuntowało się zdradzieckie, kozackie hultajstwo".

 Po pierwszej wojnie światowej (jak również w jej trakcie), Polacy i Ukraińcy starali się uzyskać dla swoich narodów niepodległość - Ukraińcy na terenach, na których etnicznie zdecydowanie przeważała ludność ukraińska, Polacy - na etnicznie polskich terenach ale niestety również na terenach, które kiedyś należały do Polski ale nigdy nie były trenami etnicznie polskimi - na ziemiach, jakie Polacy zdobywali siła, polonizowali przez wieki, katolicyzowali i kolonizowali. Na ziemiach tych, dla miejscowych narodów byli przede wszystkim najeźdźcą i ciemiężcą. Zbiegiem czasu, poprzez wieki przybyli tu Polacy, stawali się ludnością miejscową (z dziada pradziada) - ale rdzenna ludność, to ludność obca polskiej kulturze. Jeśli mówilibyśmy o czasach dawniejszych, kiedy nie istniała jeszcze w szeroko rozumianym społeczeństwie świadomość narodowa nie byłoby problemu, ale mowa o wieku 20-ym, kiedy Polakiem był już również ten, którego przodkowie - polscy chłopi, jeszcze nie tak dawno dla polskiej szlachty byli takim samymi bydlakami i warchołami, jak chłopi ukraińscy.

I właśnie tutaj założony jest problem, polski naród - tj. świadome narodowo społeczeństwo - uważało się za

“Małopolska Wschodnia to 3 województwa: Lwowskie, Stanisławowskie i Tarnopolskie o pow. 62.000 km2. Jest to jedna szósta państwa polskiego, o ludności 6 milionów, zamieszkała przez Polaków i Ukraińców. Ukraińcy twierdzą, że mieszkają tu od niepamiętnych czasów i ze Polacy przyszli tutaj później. Jest to nieprawda. Tu Ukrainy nigdy nie było, nie ma i nie będzie. Bezczelność ukraińska nie ma granic. Sam lud ukraiński jest spokojny. Trzeba go tylko uwolnić od prowodyrów. Nazwa Ukraińcy pochodzi od ukradzieńcy. oni nam wiele ukradli. Prawdziwej inteligencji ukraińskiej nie ma, są tylko parobki w krawatkach, niektórzy z nich w wyszywanych koszulach a za pazuchą pełno wszy. Również języka ukraińskiego właściwie nie ma, jest tylko gwara, tak jak narzecze kaszubskie, góralskie, tak samo jest gwara ukraińska. Jest to gwara dla parobków, dziewek do stajni, gnoju i błota. "

 
 Antoni Miodoński prezes Związku Szlachty Zagrodowej - organizacji dosyć prężnie działającej właśnie na Wołyniu i w Galicji, duchowny katolicki, dziekan i pułkownik wojska polskiego, 1938 rok.

spadkobiercę dawnej Rzeczpospolitej, w której większość tego narodu nie miała statusu narodu polskiego (narodem była szlachta) a jedynie status chłopstwa, jakie niewolniczo pracowało dla swoich panów. I nawet tutaj nie byłoby problemu - jakby nie było przed wiekami, to jednak siła i potęga dawnej Rzeczypospolitej oparta była również na pracy i lojalności polskiego chłopstwa. Dlatego i prawo do spadku w czasach, kiedy narodem jest już każdy a nie tylko elita - jest zrozumiale i uczciwe.

Niestety dochodzi do bardzo poważnego i niesamowicie szkodliwego wypaczenia tego co naturalne i rozsądne.
W ramach prawa do "spadku" po dawnej Rzeczpospolitej, naród polski przywłaszczył sobie prawo do panowania nad podbitymi narodami - w danym wypadku nad Ukraińcami, a potomkowie tych, których jeszcze nie tak dawno trzymano "pod butem" przywłaszczyli sobie prawo do wmawiania Ukraińcom, że przez wieki nieśli im dobro i rozwój cywilizacyjny, prawo do nazywania ich bydłem, do mówienia o tym, że to dzicz hajdamacka, zdolna tylko do buntów i rzezi, do twierdzenia, że Ukrainiec ma czarne podniebienie niczym wściekły pies, do uważania się za rasę wyższą, itd.itp...
Innymi słowy polski szowinizm, jaki ujawnił się tak masowo na przełomie wieku XIX i XX, to nic innego, jak tragiczny w skutkach produkt uboczny awansu społecznego (czy raczej obywatelskiego) ogromnej ilości Polaków, który można zdefiniować wulgarnym ale trafnym polskim powiedzeniem: "Nie ma gorszego tyrana, jak z chama zrobić pana".

 


                                                                   

 

 

A teraz kilka przykładów demonstrujących, że mamy do czynienia z fałszem, hipokryzją i szowinizmem kiedy twierdzi się, że niechęć do Ukrainy pojawia się z uwagi na bolesną pamięć, że rana jest jeszcze świeża, a Ukraińcy nie chcą być wyczulonymi na polską wrażliwość i nie potrafią zrozumieć, że rany jeszcze się nie zagoiły.

Dlaczego hipokryzja?  

 

W polskiej wersji historii, jak zawsze pojawia się pojęcie "odwet" w odniesieniu do mordów dokonanych na ludności cywilnej i jak zwykle jest wyjaśnienie i usprawiedliwienie, ale to, jeśli tak można powiedzieć "błahostka" - podkreślijmy te słowa: odwet na niewinnej ludności cywilnej za niemiecką akcję przesiedleńczą!!!
Zauważmy, że na wioskę tą polskie oddziały zbrojne napadały i mordowały ludność już od stycznia 43 roku:

"29 stycznia 1943 roku Polacy uprowadzili do pobliskiego lasu Adama Mykytiuka i Jewghena Simiaszka. Adama zamordowali a Jewhen jakimś cudem przeżył - gdy ich mordowali mówili do nich: "będziesz teraz wiedzieć na czyjej ziemi żyłeś!"

Do pokornego i bogobojnego Antona Bryla podeszło dwóch Polaków i popchnęli jego do rowu, w domu powybijali okna. Sąsiad namówił Antona, aby ten podał na nich do sądu. Anton tak zrobił, ale sąd przyszedł do niego - zabrali go do lasu. Ktoś z mieszkańców wioski słyszał jak jego mordowali. Rozebrali go, przywiązali do wielkiego drzewa i zdzierali z niego skórę, posypując solą. Tak samo w ten wieczór zamordowali również Josipa Kowalczuka. Trochę później z lasu nie powrócił Todorko Miszczanczuk. Jego brat Grycko poszedł do lasu w poszukiwaniach i też przepadł"

Więcej: http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/odwet/

Po pierwsze Ukraińcy również mogliby nie zaleczyć własnych ran - i roztrząsać wszystkie polskie grzechy dokonane przeciw nim, wydawać setki książek o każdej polskiej zbrodni, o okupacji, o wynaradawianiu Ukrainy przez setki lat, mogliby ale tego do tej pory, poza nielicznymi wyjątkami (ale nawet tu w ramach odpowiedzi na polskie pretensje) nie robili. Gdyby tak było, ukraińska młodzież śpiewałaby dzisiaj "o "dobrych Lachach jedynie tych, których już zakopano w piachu", gdzieś w okolicach cmentarza Łyczakowskiego, protestując w ten sposób przeciw polskim patriotycznym lub religijnym uroczystościom - to, że w "banderowskim" Lwowie i nigdzie indziej w Ukrainie, podczas polskich uroczystości patriotycznych i religijnych nie mają miejsca protesty zdziczałych ogolonych idiotów, to fakt.
Patriotyzm, gorąca krew, młodzieńczy maksymalizm to cechy, jakie bardzo łatwo wykorzystują polityczni aferzyści, wiec i w Ukrainie, przy złej woli, podobnie jak w Polsce, można by z łatwością skierować młodych ludzi w nurt antypolski.
Dzisiaj i tak już wielu młodych ludzi w Ukrainie zaczyna być w stosunku do Polaków podejrzliwym i nieufnym - ale to póki co, jest efektem przede wszystkim polskiej polityki, ukraińskie państwo a nawet partie nacjonalistyczne nie prowadzą jeszcze "polityki pamięci", opartej na przekonaniu o własnej szlachetności i obwinianiu w najcięższych zbrodniach obcych - analogicznej do tej, jaką obserwujemy w Polsce.

 

Po drugie, bardzo często ludzie, którzy wiodą prym w przypominaniu o "zapomnianej zbrodni" wynieśli ze swojego domu rodzinnego nienawiść do Ukrainy, jaką tam pielęgnowano znacznie wcześniej - zanim jeszcze doszło do Tragedii Wołyńskiej. W domach tych Ukrainiec od dawien dawna kojarzył się z "rezunem trzymającym w zębach nóż" i nie miało to nic wspólnego z wydarzeniami na Wołyniu. Polakom wmawiano, że Ukrainiec to genetycznie dziki buntownik i rezun - przed wojna dowodem najczęściej wykorzystywanym była Rzeź w Humaniu - dla Polaków "Hajdamacy," to nie bojownicy o wolność, to nie powstańcy - to zwyrodniali mordercy - rezuny. Ale już dokonywane przez konfederatów barskich zbrodnie, pacyfikacje całych wiosek, niszczenie cerkwi prawosławnych analogicznych skojarzeń nie powodują, jak i wykonywane w majestacie prawa tortury wobec ludności ukraińskiej, jaka według wówczas panujących czymś zawiniła. Tortury. które często zarządzano wyrokiem sądu - dla narodu były okrucieństwem, barbarzyństwem dokonywanym przez ciemiężce, przez okrutnego najeźdźce.
Ale przecież taki był wówczas stan prawny - odpowie Polak.

Te same schematy dotyczyły w przedwojennej Polsce opisywania Powstania Chmielnickiego - rezuny, zbrodniarze, dzicz kozacka.
Jednak Stefan Czarniecki, to już polski bohater narodowy - i nie ma znaczenia, że wycinał w pień całe wioski i miasteczka ukraińskie, zalewając je morzem krwi, nie szczędząc nawet dzieci.
Polskie zbrodnie zawsze były odwetami, karaniem buntowników, w najlepszym wypadku usłyszymy, że "takie były czasy", ukraińskie powstania to rzecz jasna dzikie mordy, rzezie, upajanie się polską krwią.
Przedwojenny OUN - zbrodniarze i terroryści, PPS-OB Piłsudskiego przed pierwszą wojna światową - bohaterowie narodowi; pierwsi mają na swoim koncie śmierć ponad 60 osób, drudzy kilku tysięcy. Walka o wolność w pierwszym przypadku, to zbrodnicza działalność, w drugim to już heroizm.

 

 

Przykłady z niedalekiej przeszłości:

Z ojca na syna, mają krew na rękach,
dopaść skurwysyna i niech zdycha w mękach.

1. Krwawa księga
Zbrodnie polskie o jakich ukraińscy świadkowie pisali i mówili już po pierwszej wojnie światowej - opisywane w kilku książkach wydanych w tamtym czasie, barbarzyństwo jest przerażające i do złudzenia przypomina te, które opisywane jest przez ostatnie trzydzieści lat w Polsce, na temat zbrodni dokonywane przez UPA na Wołyniu. Różnica polega na tym, że to zbrodnie dokonywane przez żołnierzy polskich i nie w roku 43-im, a ponad 20 lat wcześniej. Jest jeszcze jedna różnica - są to zbrodnie rzeczywiście zapomniane - nie wolno było wydawać o nich książek, o tych zbrodniach również nie pisali komuniści.

"...W miejscowości Posada Gorisznia (powiat Stary Sambir) polscy żołnierze złapali w lesie 17-letniego chłopca, Jurka Terebuchję, odcięli mu nos, uszy i język, wykłuli mu oczy i oskalpowali, zdzierając mu z głowy skórę wraz z włosami. Chłopiec zmarł w straszliwych mękach. Jego potwornie zmasakrowane ciało leżało potem przez trzy dni w kostnicy.
Oprócz tego w tej samej wsi polscy wojskowi, bez śledztwa, zastrzelili policjanta Lesyka, który pozostał na miejscu, nie chcąc w tak ciężkim czasie rzucać na pastwę losu swoją starą matkę..."

http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/krwawa-ksiega/

Opisywane zbrodnie były zemstą za Wołyń?

 

 

2. Pacyfikacja Hałyczyny w 1930 roku 

Wprowadzenie przez władze polskie zasady odpowiedzialności zbiorowej, akcja karalna wobec cywilnej ludności ukraińskiej, mająca na celu jej zastraszenie. Akcja ta przeprowadzona była w państwie demokratycznym - w warunkach pokoju - nie trwała wojna a niewinne ofiary tego barbarzyństwa były obywatelami tego państwa. Pacyfikacja polegała na przeprowadzaniu rewizji w domach ludności wiejskiej oraz siedzibach ukraińskich organizacji (również Cerkwi Greckokatolickiej), podczas tych "rewizji" z niesłychaną wściekłością niszczono dorobek życia i tak ubogiej ludności, niszczono wszystko co przedstawiało jakakolwiek wartość włącznie z zapasami żywności, demolowano ukraińskie czytelnie, palono ukraińskie książki, dochodziło do pobić, kar publicznej chłosty i tortur ze skutkami śmiertelnymi. Zamykano gimnazja ukraińskie (w Rohatynie, Drohobyczu i Stanisławowie) i gimnazjum państwowe z ukraińskim językiem wykładowym w Tarnopolu, oraz szkołę powszechną we Lwowie. Zdelegalizowano młodzieżową organizację "Płast”. Czym zawinili Ukraińcy z pacyfikowanych wiosek, że tak bestialsko ich potraktowano? 

Zemsta za Wołyń?

 

 

3. Bratanki
Mordy dokonane na Ukraińcach wiosną 1939 roku w okolicach Przełęczy Wereckiej. Po zajęciu Karpackiej Ukrainy przez Węgrów, władze polskie rozstrzelały wówczas około 600 karpackich strzelców, tych którzy walczyli w obronie Karpackiej Ukrainy przeciw okupantowi - walczyli o własną wolność, przeciw Węgrom a nie przeciwko Polsce.
Schwytanych siczowników z Galicji, Węgrzy przekazali Polakom. 17 marca 1939 żandarmi doprowadzili jeńców na Przełęcz Werecką, w 7-8 kolumnach po 70-80 osób. Na nowo utworzonej granicy Węgier z Polską, węgierska eskorta przekazała karpackich siczowników polskiej służbie granicznej. Polscy strażnicy graniczni początkowo umieścili więźniów w koszarach. Następnego dnia rano, ponownie dzieląc ich na kolumny, odprowadzono wzdłuż linii granicy na lewą i prawą stronę na półtora do dwóch kilometrów i rozstrzelano nad zakarpackimi wsiami Nowa Roztoka i Werbiaż oraz pomiędzy Petruszowicą, Żupanami i Łazami.
Inne grupy siczowników zostały rozstrzelane na prawo od Głuchowskiego wierchu w pobliżu głębokiej doliny.
Rozstrzelano ich bez jakiegokolwiek sądu, po cichu i w tajemnicy - mniej więcej tak samo, jak sowieci rozstrzeliwali później polskich oficerów w Katyniu.
Z tą różnicą, że Katyń to zbrodnia wojenna - a Przełęcz Werecka, to zbrodnia dokonana w czasach pokoju.

"Dla oceny tego zjawiska wypada brać pod uwagę, że w tych właśnie miejscowościach pogranicznych w 1938/39 miały miejsce bezprawne egzekucje Ukraińców przez policję polską i KOP. Osoby niewygodne odprowadzane były nad granicę węgierską przez urzędników policji i KOP i tam zabijane bez formalności. Jesienią 1939 po opadnięciu liści z drzew, znaleziono w kilku miejscach trupy ukraińskie, pochodzące z tych egzekucji."
Jerzy Stempowski.
List i raport dla Stanisława Kota, wicepremiera w rządzie gen. Sikorskiego. Szwajcaria 29.10.1940 r.

Czym zawinili Ukraińcy tam zamordowani?
Odwet za Wołyń?

 

4. Wrzesień 1939 - Żukotyn
O ukraińskich buntach i radości z upadku Polski oczywiście przeczytać w Polsce można wiele - ale już o polskim bestialstwie z tego okresu praktycznie nikt nie słyszał, dlatego też zaprezentujemy przykładowy opis jednej z "akcji odwetowych".
W dniu 14 września 1939 roku dokonano pacyfikacji wsi Żukotyn w pow. turczańskim. W "odwecie" za zatrzymanie dwóch funkcjonariuszy KOP, podejrzanych o morderstwa na żołnierzach Siczy Karpackiej wiosną 1939 roku. Uwięzionych uwolniono (bez śladów znęcania się -przetrzymywano ich w wiosce, w celu przeprowadzenia nad nimi sądu po ustanowieniu nowej władzy), wieś wraz z zabytkową cerkwią spalono, "winnych" bestialsko ukarano:

"Metodami rodem ze średniowiecza KOPowcy katowali aresztowanych – Pawła Zynycza i Mikołaja Hołotiaka. Pierwszemu wyrwali język, żeby nie mógł mówić niczego złego o Polakach. Mikołajowi Hołotiakowi początkowo wydłubali oko i zapytali, czy widzi Ukrainę. Odpowiedział, że widzi. Wtedy wydłubali drugie – znowu odpowiedział, że widzi Ukrainę wolną od Polaków. Potem ich podwiesili i piekli nad ogniem, a z dłoni „zdejmowali rękawice”. Wszystko to działo się na oczach innych zatrzymanych mieszkańców Żukotyna. Żeby mogli to opowiedzieć wszystkim, którzy odważyli by się podnieść rękę na polską władzę".
http://turka-ua.net/news/2009-09-18-19

To również pomsta za Wołyń?

 

 

5. Polska ręka "sprawiedliwości" w Auschwitz
W sierpniu 1942 roku, naziści przetransportowali do obozu śmierci w Oświęcimiu dwie grupy nacjonalistów ukraińskich z OUN, których do tej pory przetrzymywano w wiezieniach. Wśród nich byli dwaj bracia Stepana Bandery (w tym miejscu warto zauważyć, że w Polsce wciąż panuje przekonanie, że banderowcy byli sojusznikami nazistowskich Niemiec). Bracia Bandery zostali zamordowani przez polskich współwięźniów, zmarli w wyniku bestialskich znęcań i tortur.

"Podczas przeglądu więźniów przywiezionych z Montelupich, Polak ze Stryja Groński usłyszał nazwisko Bandera, podbiegają inni Polacy, biją Wasyla pierwszy raz, Groński krzyczy: "Wam za Polski było źle? My wam takie dobro sprawimy, że nikt z was nawet kilku dni nie przeżyje" ...Po kilku pobojach całe ciało Wasyla było we krwi, twarz zmasakrowana, rozbita głowa... Polacy - Kral ze Śląska i Podgulski z Przemyśla zaciągnęli Wasyla do lochu osypanego cementem, wrzucili do beczki z wodą i szorowali jego ranione ciało szczotką ryżową..."

http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/braty/

Co takiego tych dwoje ludzi zrobiło Polakom, że w tak okrutny sposób i z tak dziką nienawiścią ich zamordowano?
To także odpłata za Wołyń?

    

 

                                                          

Czy wszystkie te zbrodnie (przykładowe, gdyż można by w tym miejscu wspomnieć o wielu innych niegodziwościach) to zemsta za Wołyń?
Czy o nich pamiętają w Polsce?
Z czego tak naprawdę wynikały te zbrodnie, co było ich inspiracją?
To na pewno były odwety? czy może na odwrót? Może to właśnie te zbrodnie i inne przestępstwa rodziły w sercach ukraińskiego narodu niechęć przeradzającą się powoli w nienawiść?

 

 



Wymieniliśmy tutaj tylko kilka zbrodni ubiegłego wieku ale należy pamiętać także o innych - trzy akcje rujnowania cerkwi prawosławnych, wypieranie języka ukraińskiego ze szkolnictwa, polonizacja i katolicyzacja, pogardliwe traktowanie obywatela narodowości ukraińskiej, stworzenie systemu uniemożliwiającego awans społeczny prawosławnym Ukraińcom, stanowiska państwowe były dla nich niedostępne - trzeba było być Polakiem, należało przechodzić na katolicyzm i wypierać się przynależności do narodu ukraińskiego. Wspomnieć można również o polskich działaniach wojennych (dywersyjna Akcja "Łom") na terenie Karpackiej Ukrainy, niemal rok do rozpoczęcia wojny, itd.
Skąd brało się w przedwojennej Polsce usuwanie z obiegu słowa "Ukrainiec'? Dlaczego na świadectwach szkolnych nie było mowy ukraińskiej a jedynie "mowa ruska"? Czemu historyczną nazwę Hałyczyna (Galicja) zamieniono na dziwną i zupełnie bezsensowną nazwę "Małopolska wschodnia" (do dzisiaj wykorzystywana przez polskich szowinistów)?
Dlaczego?, po co? i w jakim celu? - pytania, które można sobie zadawać, jeśli przeanalizować cele polskiej polityki względem ukraińskiej "mniejszości narodowej" na terytorium ówczesnej Polski, w cudzysłowie - bowiem Ukraińcy byli większością na terytorium Hałyczyny i Wołynia - nie mniejszością a większością i nie przybyszami a etniczną, miejscową ludnością.

 

To przecież ETNOCYD, czyli wynarodowianie, zbrodnia dokonywana przez Polaków na narodzie ukraińskim - celowa, świadoma zbrodnia - próba unicestwienia sąsiedniego narodu.
To nie były zbrodnie w afekcie czy dokonywane w ramach samoobrony, w warunkach chaosu wojennego - przykład zamordowanych dwóch braci Stepana Bandery, to wprawdzie okres wojenny, ale mordu na ofiarach totalitaryzmu nazistowskiego dokonali Polacy, którzy sami byli ofiarami - tam powinna działać solidarność w nieszczęściu, tak samo jak w sowieckich łagrach, gdzie OUN-owcy, którzy byli w większości, polskich współwięźniów szanowali, przyjaźnili się z nimi i otaczali ich opieką - w Oświęcimiu zasada solidarności pomiędzy współwięźniami systemu totalitarnego nie zadziałała, mamy do czynienia z "zemstą za Pierackiego" i za to, że "Ukraińcom było źle w Polsce". W Żukotynie zemsta i kara za to, że chłop ukraiński chciał widzieć "Wolną Ukrainę".
Poza tymi dwoma przykładami, mowa o zbrodniach dokonywanych w demokratycznym państwie, w czasach pokoju, aprobowanych przez ogół społeczeństwa polskiego.
Rozumianych przez społeczeństwo, jako rację stanu i słuszną walkę z hajdamacką dziczą (jak już wspominaliśmy, argument ten często przelewał się przez polską prasę międzywojenną), jako cywilizacyjna misja narodu polskiego - krzewienie kultury polskiej na dzikim wschodzie.

Drugi zaborca w tym samym czasie wyniszczał fizycznie naród ukraiński, torturował i mordował milionami a pozostałych rusyfikował. Mieliśmy z jednej strony zbrodniarza barbarzyńce ze swoim "russkim mirem", a z drugie strony zbrodniarza odzianego w szaty cywilizowanego dobroczyńcy, ze swoją polską "wyższą kulturą".
Moskwa dokonywała swoich zbrodni otwarcie i bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia, wszelkimi dostępnymi metodami, masowa eksterminacja beznadziejnych, więzienia, łagry dla nieposłusznych, rusyfikacja uznanych za przydatnych i lojalnych.
Polska beznadziejnych wsadzała do wiezień i do obozu koncentracyjnego w Berezie Kartuskiej, niszczyła naród ukraiński w białych rękawiczkach, bez masowych mordów (wypadki morderstw podczas przesłuchań, podczas pacyfikacji, czy akcji protestów były wyjątkami, a nie normą) - ale cel był ten sam - naród ukraiński miał zniknąć z powierzchni ziemi, miał rozpłynąć się pomiędzy Moskali i Polaków.


     Dalsze istnienie narodu, jaki nie posiadał od wieków własnego państwa stanęło pod wielkim znakiem zapytania.


Opór narodu ze zrozumiałych przyczyn w sowieckiej Ukrainie został złamany, w Polskiej części Ukrainy istniał nadal, mógł trwać, gdyż metody władz polskich były mniej barbarzyńskie, rzec można, że była to zbrodnicza działalność "z ludzką twarzą", powolny proces przymusowej asymilacji, polityka obliczona na ostateczne rozwiązanie kwestii ukraińskiej "cywilizowanymi metodami", należy nadmienić o planach rządu polskiego, których nie udało się wprowadzić w życie, tylko dlatego, że rozpoczęła się wojna, ale i wojna nie zmieniła świadomości społecznej wśród Polaków.
Będąc narodem podbitym, okupowanym przez Niemców (ale również przez sowietów) nadal marzyli o swojej "cywilizacyjnej roli " - czyli roli okupanta i ciemiężcy wobec narodu ukraińskiego, nadal byli przekonani o tym, że ukraińskie dążenia narodowo-wyzwoleńcze, to warcholstwo i zdrada Polski oraz zbrodnicze działanie w interesach państw obcych. Zamiast zrozumieć w końcu, że ich "misja" to fikcja i zawoalowany w piękne słowa szowinizm, nadal nie dopuszczali do siebie myśli, że Ukraińcy stworzeni z tej samej gliny, mają takie samo prawo jak oni być gospodarzem na ziemi swoich przodków. Gotowi byli na współpracę z sowietami - byleby nie dopuścić do tego aby "ich kresy" były ukraińskie.
Czy to był sojusz wymuszony mordami na Wołyniu? 

Nic podobnego, sowieccy dywersanci z NKWD pojawili się na Wołyniu już latem 42 roku i wtedy już w

Henryk Cybulski - zwerbowany przez Polaka, sowieckiego dywersanta NKWD Sobiesiaka zima 1942 roku ( a być może jeszcze w Rosji podczas wcześniejszego zesłania z którego jak sam opowiadał uciekł i wrócił na Wołyń po przemierzeniu bez dokumentów kilku tysięcy kilometrów )
 

polskich wioskach Wołynia witano ich przychylnie a co najwyżej z ostrożnością, a często chlebem i solą.
Już wtedy łączył ich wspólny wróg - i byli to nacjonaliści ukraińscy, którzy walczyli o własne niezależne państwo. Wbrew temu, co dzisiaj wie statystyczny Polak, pierwszy ośrodek "samoobrony" w Przebrażu nie powstał z inicjatywy AK - przyszłego dowódcę tamtejszej samoobrony Henryka Cybulskiego w celu organizacji ośrodka, oddelegował polski czerwony "partyzant" Sobiesiak, rozkaz otrzymał od pułkownika NKWD Miedwiediewa. Przebraże i okoliczne placówki samoobrony, współpracowały z oddziałami NKWD od samego początku istnienia, a dowódcy tejże samoobrony po wojnie budowali w Polsce komunizm.

Warto przypomnieć o polskich czerwonych partyzantach, Satanowskiego, który osobiście mordował świadomych narodowo Ukraińców w wioskach Wołynia, a tam gdzie nie czul się na siłach, sporządzał listy "nacjonalistów' przeznaczonych do likwidacji i przekazywał je sowieckim partyzantom - działania te rozpoczął z końcem roku 42 - na długo przed "Wołyniem".

Wspomnijmy oddział Kunickiego (ps."Mucha")

Otóż Mikołaj Kunicki, jak sam pisze w swoich wspomnieniach, został zmobilizowany do 104 batalionu Schutzpolizei w Kobryniu (białoruska cześć Polesia) w lipcu 1942 roku. Po czym zostaje wysłany przez Niemców, do szkoły podoficerskiej - w grudniu 42 roku zostaje dowódcą 150 osobowej kompanii w 104. batalionie Schutzmannschaft, złożonym przede wszystkim z Polaków i kilkunastu Białorusinów. Na Wołyniu pojawia się w połowie stycznia roku 1943. Z końcem stycznia, wraz ze swoim oddziałem dezerteruje, organizując, jak twierdzi oddział partyzancki, jaki sam wyznacza sobie zadanie - ma to być zemsta na ukraińskich nacjonalistach za masowe mordy - podkreślamy - z końcem stycznia. W połowie lutego spotyka się z czerwonymi partyzantami i przechodzi pod ich dowództwo.W polskiej Wikipedii podana jest fałszywa informacja mówiąca o jego dezercji w marcu roku 43 jako odpowiedzi na mordy jakich miała dokonywać UPA - Kunicki zdezerterował z niemieckiej policji w styczniu - o jakich mordach UPA może być mowa, jeśli w polskiej historiografii jako pierwszy masowy mord dokonany przez UPA uważa się zbrodnie w Parośli

Więcej: http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/mucha-nie-siada/

 

 

Wspomnijmy dywersyjna grupę słynnego Kuzniecowa
(gdzie współpracownikami byli przede wszystkim Polacy) 

20 września na jednej z centralnych ulic miasta Równe, grupa Kuzniecowa zabiła finansowego pracownika niemieckiej administracji Hansa Gella i jego adiutanta. Na miejscu zamachu pozostawiono dokumenty świadczące o tym, że zamachu dokonali ukraińscy nacjonaliści. Za ten zamach Niemcy rozstrzelali 35 Ukraińców.

30 września ta sama grupa, dokonała nieudanego zamach na generała Dargella - w wyniku czego Niemcy stracili 300 Ukraińców, przede wszystkim inteligencje z okolicznych miast.

10 listopada dokonali zamachu na zastępce Kocha, generała Knuta, za co Niemcy rozstrzelali kolejnych 200 Ukraińców.

15 listopada grupa Kuzniecowa uprowadziła a później zabiła generała von Ilgena, pozostawiając na stole w jego mieszkaniu list, napisany w języku ukraińskim i podpisany przez: "Kozaka Kuzio". Zamach ten kosztował Ukraińców kolejnych 200 rozstrzelanych niewinnych ludzi.

16 listopada grupa Kuzniecowa ubrana w wyszywanki, zabiła sędziego Funka - za ten zamach Niemcy rozstrzelali 350 Ukraińców.

Mowa tutaj tylko o tych zamachach o jakich wiemy, że sprawcą był Kuzniecow. Takich zamachów, dokonywanych na mniej ważnych Niemców było więcej, jednak nie zawsze wiemy kto był inspiratorem ale zazwyczaj ofiarami "odwetowych" egzekucji byli Ukraińcy, gdyż jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności, zamachowcy pozostawiali po sobie ślady świadczące o tym, że to robota ukraińskich nacjonalistów. Później wraz ze zbliżającą się linią frontu, Kuzniecow przeniósł się do Lwowa - i schematy jego działań były identyczne. Warto tutaj zaznaczyć, że Kuzniecow przebywał po jednym ze swoich zamachów w Przebrażu a dowódca samoobrony Henryk Cybulski, pełnił tutaj rolę łącznika pomiędzy nim a Miedwiediewem

Więcej: http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/bal-przebierancow-na-wolyniu/

 

To tysiące zamordowanych przez nich a także przez Niemców (w wyniku ich prowokacji) Bogu ducha winnych Ukraińców. Miejscowa ludność dobrze o tym wiedziała...

 

 

Tak w historii było już nie raz - Moskwa i Warszawa nigdy nie darzyły się miłością, ale z lubości do cudzej (ukraińskiej ) ziemi potrafiły się porozumieć i dzielić pomiędzy sobą Ukrainę, niczym tort urodzinowy - tak było za czasów Chmielnickiego, tak było za czasów Piłsudskiego... Sikorski ze Stalinem te kwestie również w ramach tradycji między sobą ustalali, tym razem Stalin Polaków przechytrzył, zjadł sam cały tort, a przy okazji na długie lata zadomowił się w Polsce.

W roku 1943 doszło na Wołyniu do potwornej tragedii, po obu stronach polsko-ukraińskiego konfliktu zamordowano dziesiątki tysięcy niewinnej ludności cywilnej - polskich ofiar było zdecydowanie więcej - nie będziemy wdawać się z próby szacunków strat, ale przyjmując najwyższe i wątpliwe szacunki po obu stronach (gdzie szacunki własnych ofiar zawyża się, a ofiar obcych zaniża), a więc około 60 tysięcy polskich ofiar i około 15 tysięcy ofiar ukraińskich - to zauważymy, że ofiar polskich było przynajmniej czterokrotnie więcej. Nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie podczas konfliktów na tle narodowościowym, większe straty poniosła nacja stanowiąca na terenie konfliktu zdecydowaną większość. Wołyń nie jest tutaj wyjątkiem.
Dalecy jesteśmy od usprawiedliwienia zbrodni do których doszło wtedy na Wołyniu, ale skupienie się wyłącznie na naświetlaniu tychże zbrodni - wymaganie od narodu ukraińskiego robienia sobie rachunku sumienia, kajania się za grzechy, robienie z własnego narodu ofiary, a z ukraińskiego kata, jest manipulacją i zafałszowaniem rzeczywistości.

Tak, na Wołyniu doszło do sytuacji, kiedy to Polacy byli bardziej ofiarą, a Ukraińcy bardziej oprawcą. Z historii jednak wiemy, że do tego momentu było zdecydowanie na odwrót. To Polacy byli zazwyczaj oprawcą a Ukraińcy ofiarą. Wynika z tego, że aby być uczciwym, aby mieć moralne prawo wymagać od sąsiada rachunku sumienia, przeproszenia za grzechy, należałoby najpierw zrobić sobie własny rachunek sumienia, przyznać się do swoich wcześniejszych grzechów - wtedy dopiero można by mówić o czystych intencjach, szczerości i chęci porozumienia, w każdym innym wypadku obwinianie Ukraińców (nawet jeżeli do pewnego stopnia słuszne) jest atakiem nie mającym nic wspólnego z hasłem "tylko prawda nas wyzwoli" - kłamstwo i nieuczciwość, zawsze karmią się półprawdami i przemilczeniami. Nikt nie ma moralnego prawa wymagać od drugiej osoby podporządkowywania się zasadom, jakich sam nie potrafi dotrzymać.
Szowinista tych oczywistości nie przyjmie do wiadomości, w tekście "Stopy" znajdujemy wyjaśnienie, dlaczego nie jest w stanie tego zrozumieć:

"potomkami dumnych Sarmatów jesteśmy

Na pale powbijać, jak Jeremi Wiśniowiecki,
ja głęboko wierzę, że jesteśmy lepsi"

Pomijając fakt, ze Jarema Wiśniowiecki pochodził z prawosławnego rodu rusińskiego (a katolicyzm przyjął będąc już dorosłym z czysto koniunkturalnych przyczyn), podkreślamy słowa - "ja głęboko wierzę, że jesteśmy lepsi".

Za co i kogo miałby przepraszać "lepszy"? Jaką Ukrainę? jakich Ukraińców? Wszakże nie ma Ukrainy i Ukraińców, przecież działania Polski i Polaków, to wymierzanie kary buntownikom, rezunom, bandytom, itp... Przecież Polska wykonywała tylko misję cywilizacyjną, krzewiła europejską kulturę, następował rozwój ekonomiczny i kulturowy.
Tutaj do akcji wkraczają zazwyczaj co inteligentniejsi szowiniści i swoją demagogią wciskają nam ciemnotę dodając, że jeśliby nie Polska, to Rosja, a później sowieci zrusyfikowaliby Ukrainę zupełnie, że to dzięki Polsce, Ukraińcy przetrwali - zdarzały się błędy ale w sumie miejscowa ludność powinna być za to wszystko Polsce wdzięczna, mogło być przecież gorzej.

Opowiedzą nam o wielkim przyjacielu Ukrainy, Piłsudskim - jaki wyzwalał Ukrainę razem z Petlurą, nie zająkną się o tym, że wcześniej zlikwidował państwo ukraińskie o nazwie ZURL, że wymusił na Pelturze zrzeczenie się zachodniej Ukrainy i sporej części Wołynia - a tym samym pozbawił go wsparcia kilku milionów Ukraińców z terenów, które były najważniejszym nośnikiem idei narodowo-wyzwoleńczej ukraińskiej nacji. Nie wspomną o tym, że później Piłsudski zdradził Petlure, że w późniejszym czasie, to właśnie za rządów Piłsudskiego nastąpiła pacyfikacja wiosek ukraińskich. To z jego decyzji pojawiła się Bereza Kartuska, to za jego rządów miały miejsce dwie pierwsze akcje rujnowania cerkwi prawosławnych itd...

 

Ci sami ludzie będą krzyczeć, że ktoś sprzeciwiający się pomnikowi polskich żołnierzy AK (Kopisto) i NSZ (Zub-Zdanowicz) w Ukrainie - jest wrogiem porozumienia, agentem Putina, banderowcem nienawidzącym Polaków, itp. i jednocześnie z uśmiechem na twarzy powiedzą nam, że Huszewskiemu pomnika w Chełmie budować nie można - bo widział on Chełm w granicach Ukrainy i trzeba uszanować polska wrażliwość. Paranoja!!!
Który z polskich bohaterów narodowych nie widział Lwowa i zachodniej Ukrainy w granicach Polski?
Kopisto widział Lwów w granicach Ukrainy?
A może Piłsudski, który ma już swoje tablice pamiątkowe w Ukrainie?

Gdyby w Ukrainie stosowano podobną argumentacje, to nawet Cmentarz Orląt Lwowskich nigdy nie doczekałby się odnowienia i ponownego otwarcia!!!!

Dzisiejszy polski szowinizm - bezsprzecznie wywodzi się z szowinizmu i mocarstwowych ambicji sporej części polskiego narodu okresu międzywojennego. Cele i dążenia ukryte są za pozornie szczytnymi hasłami, za działaniami, które nie powinny wzbudzać podejrzeń i nie mogą być krytykowane - pamieć, tradycja i historia narodu, sentymenty - pielęgnowanie i krzewienie tych wartości. Wszystko to wydaje się w porządku - mucha nie siada - ale odpowiedzmy sobie szczerze na pytanie:
Jakie proporcje są w Polsce faktem, których bojowników o prawdę jest w Polsce więcej i kto pełni rolę "wodzireja"?
Czy ta część społeczeństwa polskiego, która rzeczywiście doznała krzywd (i ich rodziny) w tamtych tragicznych czasach i szczerze chodzi im jedynie o pamięć (takie osoby nie są obiektem naszej krytyki), czy ludzie, którzy ich nie doznali, a jedynie ukrywają swoja nienawiść i swój szowinizm szlachetnymi hasłami?

 


Korporacja "zapomniana zbrodnia"

 

- Odpowiedzią na postawione pytanie będą poniższe przykłady - wnioski niechaj każdy zgodnie z własnym sumieniem wyciągnie sam, przykładów będzie tylko kilka, ale można tą listę ciągnąć w nieskończoność:

  • "Ksiądz" Isakowicz-Zaleski 
Anna Walentynowicz. Urodzona na Wołyniu jako Ганна Любчик. W pewnym okresie poszukiwana przez KGB. Przyrodni brat spędził kilkanaście lat w obozie pracy i kilkanaście lat na zesłaniu za popieranie UPA. Daleki krewny był działaczem z otoczenia Bandery. Do śmierci utrzymywała bliski kontakt ze swym rodzeństwem, które o UPA mówi „nasi chłopcy".

Więcej: http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/tadeusz-zaleski-blisko-sierpa-mlota-i-kgb/
 

O jego działalności pisaliśmy wielokrotnie, zapytamy tylko w tym miejscu - czy zdobył się na cywilną odwagę aby przeprosić naród ukraiński za obraźliwe słowa, kiedy to oskarżył Ukraińców o przywłaszczanie sobie cudzych bohaterów z uwagi na to, że nie posiadają własnych?
Okazało się, że pani Anna Walentynowicz rzeczywiście była Ukrainką, wyjaśnili nam tę kwestię członkowie jej najbliższej rodziny.
Każdy może się pomylić, nawet ksiądz - ale osoba uczciwa i szlachetna, zawsze przyzna się do błędu - a za obraźliwe słowa, wypowiedziane w wyniku własnej pomyłki przeprosi.

Isakowicz nie przeprosił
- Cham i szowinista nigdy nie przeprasza!




Inne teksty pokazujące prawdziwe oblicze naczelnego kapelana polskich szowinistów:
 
Diament wśród oszustów.
 
 
 
 
 
  • Stanisław Srokowski 
 - autor scenariusza do filmu "Wołyń".
Człowiek, który wspominając o swojej wiosce rodzinnej Hnylcze - nazywa ludobójstwem napad UPA na miejscowość i zamordowanie jednego Polaka (współpracującego z NKWD i biorącego udział w mordach dokonywanych w okolicznych wioskach ukraińskich), ale już przemilczający mord dokonany w tej wiosce na 22 niewinnych Ukraińcach, zamordowanych przez Polaków razem z pododdziałem NKWD, tutaj można przeczytać na ten temat więcej:

Zaglądnijmy więc do ukraińskich źródeł, co mówią o tragedii w wiosce Hnilcze?

      Po pierwsze w 1989 roku, mieszkańcy wioski Hnilcze zbudowali i uroczyście otworzyli "Krynice pamięci" - w ramach pamięci o tragedii tejże wioski. Po drugie w 65 - w rocznice tej tragedii w wiosce odsłonięto upamiętniający krzyż.  Różnica pomiędzy polską pamięcią a ich pamięcią polega na tym, że według miejscowych Ukraińców tą wioskę 19 lipca 44 roku spalili Polacy wraz z oddzielam NKWD z Podhajców. Po trzecie - tego dnia wg ukraińskich świadków, Polacy z pomocą wspomnianego oddziału sowieckiego zamordowali w tej wiosce 22 Ukraińców. 

    Tutaj aby nie być gołosłownym, warto zamieścić wspomnienia kilku osób, które przeżyły tą tragedie:

- Mychajlo Shayuk, emeryt, wspomina: "Na święto Spasa, 19 sierpnia 1944 byłem w domu ... przed świtem rozpoczęła się w wiosce strzelanina. Ludzie uciekali z krzykiem, że idzie sowieckie wojsko z Polakami, że palą wieś i mordują ludzi. Spodziewać się na ich dobroć nie mogłem, wiec uciekałem z innymi ludźmi Hlinczananami".

- Olha Karpivna Szkira odtwarza wydarzenia z tego dnia w następujący sposób:     "Na moich oczach Polacy zamordowali Onufrija Smicha, prosił o łaskę, nawet pokazał radzieckiemu oficerowi, który był z nimi list od syna Mikołaja, który służył w sowieckim wojsku . Ale Polacy odciągnęli Onufrija : "Ano bandyto - trzy kroki do tyłu" Jeden z nich porwał list i zastrzelił go. I wtedy ja zaczęłam prosić o babcię: " Nie zabijajcie jej, ona jest głucha i tak umrze ma już osiemdziesiąt dwa lata". Ale nie zwracali na mnie uwagi, moją babcię zabili i ciocię zabili i całą rodzinę Smichów. Tam, w ogrodzie ze strumieniami, koło jabłoni".

 http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/nienawisc/

 
Tutaj można zobaczyć jakie fałszywki w ramach walki o jego "prawdę" pojawiają się na grupie stworzonej i prowadzonej przez niego na facebooku:
 
 

Na portalu społecznościowym Facebook działa otwarta grupa "Wszyscy jesteśmy Kresowiakami" - należny do grupy dokładnie 9099 osób.

Nic w tym złego, pamięć o przeszłości, o swoich przodkach, to przecież pozytywne cechy każdego narodu.
Niestety czasem wspomniana pamięć nacechowana jest uczuciami i działaniami negatywnymi, w tym konkretnym przypadku właśnie tak jest.
Otóż na grupie o której mowa, pojawił się post mówiący o tragicznych wydarzeniach na Wołyniu w roku 1943-im. W poście tym pojawia się sześć fotografii - dowodów zbrodni o których mowa.


 http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/wszyscy-jestesmy-kreso-klamcami/

 
 
  • Jan Niewiński - nieżyjący już znany działacz kresowy - był prezesem Kresowego Ruchu Patriotycznego,  
     
    założycielem i przewodniczącym Ogólnopolskiego Komitetu Budowy Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA, prezesem honorowym Patriotycznego Związku Organizacji Kresowych i Kombatanckich, oraz prezesem Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego, wydawał biuletyn "Głos kresowian”. Przed wojną działał w paramilitarnej organizacji "Krakusy" - organizacja ta wsławiła się antyukraiańskimi akcjami m.in.:
    - napadami na świadomą narodowo ludność,
    - niszczeniem zapasów żywności ukraińskim rodzinom jakie nie przechodziły na katolicyzm lub sprzeciwiały się polonizacji.
    - udziałem w akcji rujnowania cerkwi prawosławnych itp....
    W marcu 1944 roku wstępuje do istriebitielnego batalionu NKWD w Krzemieńcu. Później zgłasza się i wstępuje do armii generała Berlinga (Ludowe Wojsko Polskie).
    Od maja 1945 porucznik Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego - wojsk wewnętrznych podporządkowanych Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego
"...W 1928 roku w Pawłowiczach zniszczyli cerkiew.
Pojawiły się bandy tzw. "krakusów", napadli na naszą wioskę. Oni rozbijali okna, rozrywali i puszczali z wiatrem pierze z poduszek, nalewali naftę do mąki, zrywali ze ścian i deptali ikony. I tak nachodzili nas drugi raz, trzeci ..."

 http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/odwet/
Niewiński przez cały okres PRL-u pracował w komunistycznych strukturach, w latach dziewięćdziesiątych wielki bojownik o "prawdę", na stare lata przypomniał sobie o "zapomnianych zbrodniach"- ale nie o tych w jakich brała udział jego organizacja "Krakusy". Nagle pojawiła się u niego pamięć o przeszłości, dlaczego nie przypomniał sobie o swoich przedwojennych "odwetach za Wołyń"?
Prawda o "idylli kresowej" nie pasuje do scenariusza?
 
 
  • Jan Skalski - prezes Światowego Kongresu Kresowian, założycieli i prezes Związku Wypędzonych z Kresów Wschodnich RP, prezydent Europejskiej Unii Uchodźców i Wypędzonych, prezes Towarzystwa Miłośników Lwowa.
    Razem z polskim "historykiem" Edwardem Prusem (wywodzącym się ze środowisk komunistycznych) założyciel partii politycznej o nazwie "Polskie Stronnictwo Kresowian". Partia ta nie byłaby warta uwagi, gdyby nie fakt, że zanim partia uzyskała rejestrację, w jej pierwszym statusie przeczytać można było:
 
"Głównym celem PSK jest dążenie, wyłącznie metodami pokojowymi, w tym na drodze dyplomatycznej, do odzyskania zagrabionych ziem Małopolski Wschodniej i innych terenów stanowiących integralną część II Rzeczpospolitej”.
Pamięć w czystej szowinistycznej formie....
 
  • Paweł Kukiz - muzyk i polityk, zawzięty antybanderowiec, który wielokrotnie wspominał o nieszczęściach, jakie spotkały jego przodków ze strony banderowców.
    Podczas Majdanu bratał się z Ukraińcami, którzy nigdy nie ukrywali, że Bandera i UPA są dla nich bohaterami.
    "Pamięta " o zbrodniach UPA z przekazu rodzinnego - ale jego babcia i ojciec wywiezieni byli przez NKWD w głąb Rosji w roku 1940-ym i powrócili do Polski dopiero po wojnie.
    Jego dziadka zamordowali sowieci we lwowskim wiezieniu w Brygidkach, ze stromy banderowców nie spotkała jego żadna krzywda - to właśnie razem z nacjonalistami ukraińskimi, których wtedy w Brygidkach mordowało NKWD spędził ostatnie chwile swego życia, być może pochowano go razem z nimi w zbiorowej mogile.
     
Sierpień 1939 roku, w miejscowości Stepaniwka w okolicy Łopatynia, polscy policjanci spalili żywcem trzech młodych ukraińskich patriotów. 
           
 
                               
Dziadek polityka, Marian Kukiz przed wojną był polskim policjantem, w rejonie gdzie operował dochodziło do wielu zbrodni (również ze skutkiem śmiertelnym) dokonanych przez miejscowych policjantów. O tych "odwetach za Wołyń"- jak przypuszczamy - w przekazie rodzinnym nie wspominano. 
Jak wyglądały przesłuchania dokonywane przez kolegów po fachu dziadka Kukiza możemy poczytać tutaj:
 
"Najbardziej starał się policjant Lewandowski, ten sam, który w 1930 roku razem z policjantem Scińskim , przeszukując z bronią w ręku nasze gospodarstwo, tak zmasakrował mojego ojca do nieprzytomności, że ten przez kilka tygodni musiał leżeć w łóżku. W rzeczywistości to nie było przesłuchanie. Oni nie umieli przesłuchiwać. Byli pospolitymi sadystami, katującymi bezbronnego Ukraińca. Lewandowski otwarcie się do tego przyznał w swojej „mowie wstępnej”: „No cóż, chamie, teraz zaczniemy budować Ukrainę. Długo czekałem na ciebie, mój ty ptaszku. Dzisiaj sobie pogadamy, ty hajdamacka mordo”. I wtedy się zaczęło! Zaczął mu pomagać jeszcze jeden sadysta, Sciński. Po kilku silnych uderzeniach straciłem przytomność i upadłem na ziemię. Jak długo oni mnie masakrowali nie pamiętam, ponieważ byłem nieprzytomny. Gdy odzyskałem świadomość, zobaczyłem, że leżę na podłodze oblany wodą. Spróbowałem wstać na nogi, ale byłem tak osłabiony, że nie mogłem się podnieść: byłem wyczerpany fizycznie i zgnębiony psychicznie..."


 http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/jak-przedwojenna-polska-wychowywala-sobie-wrogow/

 
 
O tym pan Kukiz nie pamięta? A szkoda, gdyż w ukraińskich wspomnieniach na temat bandyckiej działalności miejscowej policji , o biciu i torturach podczas przesłuchań można dowiedzieć się dosyć sporo - można przy odrobinie dobrej woli zrozumieć, kto tak naprawdę ciężko pracował nad tym, żeby młodzi ukraińscy patrioci znienawidzili Polskę.
 

 
  • Edward Prus - polski "historyk" antybanderowski, autor pierwszych książek pseudohistorycznych o "zapomnianej zbrodni", będących do dzisiaj biblią dla całej masy polskich szowinistów. Podczas wojny żołnierz Istrebitielnego Batalionu - formacji pomocniczej przy NKWD. Działacz Zjednoczenia Patriotycznego "Grunwald” - komunistycznej organizacji o charakterze narodowym, powstałej w latach 80-ych.
 
  • Aleksander Korman - kolejny autor inicjujący w Polsce antybanderowską histerię - wsławił się 
     
    wieloma fałszywkami zamieszczonymi w swoich książkach, najsłynniejszą z nich było przedwojenne zdjęcie cygańskich dzieci, powieszonych przez własną, chorą psychicznie matkę - jako dowód ukraińskich zbrodni.
    W pracach Aleksandra Kormana fotografia ta pojawiła się dwukrotnie, po raz pierwszy w roku 2002 w pracy "Stosunek UPA do Polaków na ziemiach południowo-wschodnich II Rzeczypospolitej”, gdzie autor szczegółowo opisał pochodzenie fotografii.
    Miała ona zostać rzekomo zrobiona we wsi Kozowa lub Łozowa, pow. Tarnopol, w grudniu 1943. W kolejnej swojej pracy Korman podaje już taki opis:

    "żołnierze UPA w 1943 i 1944 roku poczynili wiele takich wianuszków z dzieci, przybijając je do drzew w alei, którą nazwali drogą do samostijnej Ukrainy".

Takich "dowodów" w swoich książkach Korman zamieścił dość sporo, niektóre z nich nadal funkcjonują w świadomości wielu Polaków.

 

  • Michał Dworczyk - polityk polski (PIS), obecnie wiceminister MON, współautor uchwały sejmowej
       nazywającej Tragedię Wołyńską ludobójstwem. Osoba stojąca za prowokacyjnymi akcjami w Ukrainie takimi, jak próba upamiętnienia dwóch żołnierzy polskiego podziemia w Starokonstantynowie i sportowo-patriotycznymi imprezami "Tropem Wilczym. Bieg Pamięci Żołnierzy Wyklętych".
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
  • Maria Pyż -Pakosz i rodzina
    Na temat tej szowinistki, jej męża i całej rodziny pisaliśmy już dawno, tutaj zadamy tylko pytanie: czy wyobraża sobie ktoś działalność w Polsce ukraińskiego radia "Peremyszl", jakie prowadzą ludzie, którzy są jawnymi polonofobami?

Nie mamy nic przeciwko temu, aby we Lwowie, czy gdziekolwiek w Ukrainie działały polskojęzyczne stacje radiowe, chętnie widzielibyśmy również polskojęzyczną telewizję.
Uważamy, że wspieranie polskiej mniejszości narodowej w Ukrainie, to obowiązek państwa polskiego - tak samo, jak obowiązkiem ukraińskiego państwa powinno być (gdyż w tej kwestii jest zdecydowanie źle) wspieranie ukraińskiej mniejszości narodowej w Polsce. Uważamy, że nasze władze (polskie i ukraińskie) powinny wspierać poza własną diasporą za granicą, również "własne" mniejszości narodowe.
Ale mowa o tych organizacjach i osobach indywidualnych, jakie są wobec państwa w jakim żyją i działają lojalne, innej drogi nie ma i być nie może.


 http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/tragifarsa-w-obrazkach-czyli-jak-buduje-sie-nienawisc/

 

  • Mowa nienawiści na stronach internetowych i na portalach społecznościowych w ramach "pamięci o zapomnianych zbrodniach"
    Zamieszczony link pokazuje tylko kilkadziesiąt takich stron, jest ich zdecydowanie więcej, czy ktoś znajdzie choć kilka podobnych - antypolskich w Ukrainie?
Dlaczego w ukraińskim internecie nie ma dziesiątek podobnych stron, na których nienawiść do sąsiedniego narodu, aż wylewa się poza monitor? 

 http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/przeglad-kresowego-szowinizmu/
 
 
 
  • І wiele innych osób oraz organizacji...

 
Zdajemy sobie sprawę z tego, że przez wielu Polaków powyższy tekst będzie przyjęty z oburzeniem, że pojawią się oskarżenia o jątrzenie, o działanie przeciw polsko-ukraińskiemu porozumieniu, zapewne pojawią się glosy, że to agenturalna praca na rzecz Moskwy.

Ze swej strony możemy tylko przemilczeć tego typu oskarżenia i oszczerstwa, zapewniając jednocześnie, że nam naprawdę zależy na polsko-ukraińskim porozumieniu, ale porozumienie oparte na podwójnych standardach, przemilczaniu kwestii niewygodnych, narzucaniu przez jedną ze stron własnej pamięci narodowej i oceny historycznych zaszłości przez ten właśnie pryzmat, to budowa zamków na piasku.
Nieszczerość i hipokryzja to bardzo kiepski materiał budowlany - my wybieramy o wiele lepszy - wzajemność i uczciwość.

W naszej historii było wiele krzywd po obu stronach, można obrzucać się wzajemnie oskarżeniami, wytykając niegodziwości i krzywdy nam wyrządzone - w powyższym tekście, który pozwolimy sobie nazwać "krzykiem duszy", takich oskarżeń jest dość sporo (
a mogłoby być wielokrotnie więcej). Do niczego dobrego to nie prowadzi.
Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, ale czy można milczeć, kiedy w Polsce mało kto rozumie tą oczywistość?

Cierpliwie czekamy, aż zrozumieją, a tymczasem odpowiadamy pięknym za nadobne...